Kalevala jako poradnik życia codziennego

Miesiąc Kalevali trwa, a my zdążyliśmy już napisać dla was między innymi w miarę ogólne streszczenie najważniejszych wątków eposu oraz odrobinę bardziej szczegółowe artykuły na temat dwóch najważniejszych bohaterów – Väinämöinena i Ilmarinena. Kalevala to jednak nie tylko opowieści o herosach, tworzeniu świata i epickich przygodach – to również wpleciona w te opowieści skarbnica wiedzy na temat życia w dawnej Finlandii.

No właśnie, co kryje się pod stwierdzeniem „dawna Finlandia”? Akcja eposu dzieje się raczej w czasach przedchrześcijańskich, ale pieśni, z których on powstał, zebrane zostały w XIX wieku – pochodzić zaś mogą tak naprawdę z dowolnego okresu między wczesną epoką żelaza a czasami Lönnrota. Jednak, jakby tak się zastanowić, czy życie chłopa z ukrytej gdzieś w lasach Karelii wsi bardzo się na przestrzeni tego czasu zmieniło? Tak naprawdę to nie – podstawową jednostką organizacyjną społeczeństwa nadal były rodzinne gospodarstwa, a postęp technologiczny oczywiście zachodził, ale niewielki i raczej powoli. Władza państwowa pozostawała obca i odległa, a sytuacja polityczna kraju, choć coraz bardziej zmienna im bliżej współczesności, też nie miała rewolucyjnego wpływu na życie wsi – ot, najwyżej zmienił się język, w którym wymuszano płacenie podatków.

Taki obraz fińskiego społeczeństwa ma zresztą w Kalevali wyraźne odzwierciedlenie – nie ma wszak w eposie królów, cesarzy czy ich zamków. Väinämöinen, Ilmarinen i Lemminkäinen cieszą się szacunkiem i wysoką pozycją w społeczeństwie, ale każdy jest jedynie gospodarzem we własnym gospodarstwie – co najwyżej z tych bardziej zamożnych, których stać na połać własnej ziemi kawałek dalej od wsi (Kalevala naucza, że jak już kogoś stać na taki luksus, to ujmą na honorze jest, jeśli żona gospodarza chodzi do wsi na plotki i tańce). Nawet potężna Louhi, Pani Pohjoli, nie jest nazywana jej królową. To również po prostu gospodyni, najważniejsza w swojej krainie, ale jej władza bierze się z jej mocy i szacunku pozostałych, a nie z jakiegoś formalnego nadania.

Jak więc wygląda życie fińskiego chłopa według Kalevali? Takich opisów pomiędzy fantastycznymi historiami o Sampo mamy co niemiara, w dodatku wszystkim towarzyszą, a nie raz grają główną rolę, pieśni i zamawiania, swoiste zaklęcia i modlitwy o powodzenie danej czynności. Jest więc scena narodzin w saunie i towarzyszące temu zaklęcia mające przynieść ulgę matce i zdrowie dziecku – choć akurat ten moment wpleciony jest w mitologiczną narrację o narodzinach chorób, więc chyba zakrawa na wspaniały przykład fińskiej ironii. Ale może ma to związek z faktem, że również w saunie choroby należy leczyć? I na tę okoliczność są w Kalevali odpowiednie pieśni, łącznie z instrukcją rozpalania pieca i przygotowywania brzozowych witek. Poza tym potężnych zaklęć na wypędzenie z człowieka choroby, czy też szeroko pojętego zła dostarcza nam runo o gigancie Vipunenie, który chciał usunąć ze swojego brzucha siedzącego tam Väinämöinena. Zaklęcia Vipunena przywodzą wręcz na myśl egzorcyzmy. Oprócz zamawiania chorób jest też opis tego, jak wyglądało zamawianie i leczenie ran – to akurat przy okazji historii o Väinämöinenie, który rąbiąc drewno na łódź, oglądał się za panną, zamiast uważać na to, co robi i przywalił siekierą we własne kolano (tak, to ten sam, którego przez bite 500 stron historii nazywają „starym i mądrym”).

A jeśli już o łodziach mowa – a jakże, jest w Kalevali poradnik tego, jak wybrać odpowiednie drzewo (spoiler alert: najlepszy jest dąb) i jakie zaklęcia recytować przy budowie burt czy stawianiu masztu. Gdy zaś uda się już zbudować łódź i możemy nią wypłynąć, Kalevala podaje nam, jakie śpiewać pieśni, by zapewnić sobie dobrą pogodę podczas żeglugi – uspokoić morze, odpędzić mgłę lub mróz (co zresztą może przydać się też przy podróży lądowej). A cóż robić na wodzie, jak już wypłyniemy i mamy dobrą pogodę? Kalevala podpowiada – łowić ryby! Dokładniej daje przepis na tkanie sieci rybackiej (z lnu) i sposób używania takiej sieci na jeziorze. Co zaś robić, gdy ryby już złowione? Można spędzić czas, grając na kantele. I choć wszyscy kojarzą głównie magiczne kantele Väinämöinena z ości szczupaka i cudowną melodię, jaka się z niego wydobywała, to w eposie znalazło się też miejsce na opis tworzenia zwykłego, „ludzkiego” instrumentu z korpusem z drewna brzozowego i strunami z włosów.

Starszy mężczyzna grający na kantele.
Mężczyzna grający na kantele.

Najważniejszy pod względem takich opisów jest wątek Ilmarinena i jego żony, panny z Pohjoli. To tam opisany jest rytuał swatów, akceptacji kandydata przez pannę i jej matkę, a w końcu zaślubin i wesela. Przy okazji tegoż wesela dostajemy wspaniałą pieśń o produkcji i spożyciu piwa (a to przecież bardzo ważna część życia każdego Fina!) oraz, w sumie jeszcze ważniejsze, rady od matki i innych gości dla panny młodej na temat pożycia małżeńskiego i zajmowania się gospodarstwem. Co tu dużo mówić – oczywiście żona powinna być schludna, pracowita, posłuszna, zaradna, jednym słowem zasuwać od rana do nocy paląc w piecu, sprzątając chałupę, doglądając zwierząt i gotując, i nigdy się na to nie skarżyć. I pod żadnym pozorem nie chodzić do wsi na ploty, mieszając się z pospólstwem. To wszak, jak już wspominałem, wielka ujma na honorze. Co jednak ciekawe – posłuszeństwo młoda żona jest przede wszystkim winna teściowej. Może jeszcze się nie zorientowaliście, ale światem Kalevali trzęsą bowiem kobiety – a w szczególności właśnie matki. No, ale żeby nie było, równą listę rad i zaleceń dostaje od weselnych gości pan młody – a więc tłumaczy mu się jak dbać o żonę, jak pracować w gospodarstwie i jak zapewniać rodzinie wyżywienie. Niestety wtedy przychodzi też ten niezręczny dla współczesnego czytelnika moment, kiedy czytamy instrukcję tego jak należy żonę bić – choć na pocieszenie nawet Kalevala zaleca, żeby jednak może tego nie robić. Cóż mogę rzec, takie były czasy i dobrze że ich nie ma, choć patrząc na tendencje naszej obecnej Rzeczpospolitej, jest możliwe, że niedługo znajdziemy się na poziomie, na jakim fińskie społeczeństwo było w epoce żelaza.

Wracając zaś do obowiązków gospodarskich i zapewniania wyżywienia – z tym wiąże się chyba najdłuższe z zaklęć Kalevali, pieśń żony Ilmarinena mająca zapewnić bezpieczeństwo wyprowadzanemu na pastwisko bydłu. Są w niej zabezpieczenia na każdą okoliczność, od niepogody, przez głupotę i lenistwo pastucha, aż do ochrony przed wilkami i niedźwiedziami. Wobec niedźwiedzi w ogóle trzeba być w Kalevali bardzo grzecznym – nawet gdy się na nie poluje. Polowanie na tego króla fińskich puszcz to bardzo skomplikowany rytuał – wymaga specjalnych narzędzi, a do niedźwiedzia trzeba cały czas się przymilać, nazywając go różnymi zdrobniałymi imionami. Nawet kiedy zwierzę zostanie już zabite, najlepiej przekonać je, że nie zginęło z ręki myśliwego, tylko w wyniku nieszczęśliwego wypadku, a potem urządzić mu stypę, by uniknąć jego zemsty zza grobu.

Jak więc widzicie, Kalevala, oprócz całej swojej mitologicznej strony jest też opowieścią o normalnym życiu dawnego fińskiego zagrodnika, z całym bogactwem tradycji, rytuałów, pieśni i zaklęć na każdą okazję – i kryje się w tym wartość równie duża, co w zrekonstruowanych w eposie najstarszych mitach.


Wykorzystane w tekście zdjęcie mężczyzny grającego na kantele to fotografia oryginalnie podpisana jako: Hilipi Ankki (Setunmaa „vaka vanha Väinämöinen”) soittaa kannelta z 1912 roku. Zdjęcie pochodzi z zasobów Museovirasto, z kolekcji Suomalais-ugrilainen kuvakokoelma i Antellin kokoelmat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s